środa, 4 września 2013

We haunt ourselves, and sometimes we do such a good job, we lose track of reality

"There is a beast in my gut, I can hear it scraping away at the inside of my ribs. Even if I dump the memory, it will stay with me, staining me."

Z całą pewnością nie jest tak, jak sobie z początku założyłam.
Miałam być silna.
Miałam walczyć.
Jak wygląda rzeczywistość?
Cóż... dużo gorzej niż powinna, to jestem w stanie przyznać z ręką na sercu.
Psychotropy nie sprawiły, że wszystko w magiczny sposób wyparowało, terapia wcale nie zdziała cudów. Jedyne, co udało mi się osiągnąć to to, że świat nie wydaje się już takim przerażającym miejscem, poprawił mi się nastrój, i jestem w stanie w miarę poprawnie funkcjonować w społeczeństwie.
Tylko tyle i aż tyle.
A co z moją psychiką? Co z walką z chorobą?
Hm, leży i kwiczy.
W tym momencie siedzę i z przerażeniem spoglądam na moje ręce trzęsące się jak u osoby cierpiącej na chorobę Parkinsona. Czuję się tak słabo, tak źle. Boli mnie dosłownie każda kość, każdy mięsień. Oczy i gardło pieką, w nosie coś mnie kręci, a skóra przybrała niepokojący, żółtawy odcień.
Co dzieje się z moim organizmem? Czy dotarłam już do punktu, w którym nawet moje ciało przestało walczyć o przetrwanie? Czy powinnam być tym faktem przerażona?

Całkowicie straciłam nad sobą kontrolę.
Napad i rzyganko.
I kolejne.
I jeszcze jedno...
I następne, tym razem na pewno ostatnie.
Błędne, pieprzone, koło.
Witaj, bulimio, stara toksyczna przyjaciółko.
Tak dawno się nie widziałyśmy. Czy tęskniłaś?

Musi być ze mną naprawdę źle, skoro nawet moja matka, matka, z którą nigdy nie miałam dobrego kontaktu, matka, która z racji głęboko zakorzenionego syndromu DDA nigdy nie potrafiła okazać mi jakichkolwiek pozytywnych uczuć, postanowiła ze mną szczerze porozmawiać.
Było dużo łez.
Padła cała masa słów, których nigdy nie spodziewałabym się usłyszeć z jej ust.
Powiedziała, że jestem piękna, że nie potrafi zrozumieć moich kompleksów, że mam tak ogromny potencjał, że przecież nawet nie robiąc ze sobą nic szczególnego, nie malując się, potrafię wyglądać zjawiskowo. Że świadome niszczenie tego wszystkiego powinno być karalne.
Siedziałam i słuchałam jej, zastanawiając się, czy przypadkiem nie zaczęłam już mieć jakichś omamów.
Rozmawiałyśmy tak prawdziwie, szczerze, po raz pierwszy w życiu i było to dla mnie naprawdę intensywne przeżycie.
Po raz pierwszy powiedziałam jej, że ją kocham i – również po raz pierwszy – usłyszałam to samo w swoim kierunku.
Podziękowałam jej i przeprosiłam za wszystko, co robię...
A później długo w nocy płakałam i obiecywałam sobie i światu dużo różnych rzeczy, których jeszcze nie potrafię zrealizować.

To jest ten czas.
Jeśli teraz nie wygram, na zawsze skreślę samą siebie z kart księgi świata.
Nie mogę, nie chcę jeszcze odejść.

Jeszcze nie zdążyłam spełnić nawet połowy swoich dziecięcych marzeń...

0 komentarze:

Prześlij komentarz