"There is a beast in my gut, I can hear it scraping away at the inside of my ribs. Even if I dump the memory, it will stay with me, staining me."
Z
całą pewnością nie jest tak, jak sobie z początku założyłam.
Miałam
być silna.
Miałam
walczyć.
Jak
wygląda rzeczywistość?
Cóż...
dużo gorzej niż powinna, to jestem w stanie przyznać z ręką na
sercu.
Psychotropy
nie sprawiły, że wszystko w magiczny sposób wyparowało,
terapia wcale nie zdziała cudów. Jedyne, co udało mi się
osiągnąć to to, że świat nie wydaje się już takim
przerażającym miejscem, poprawił mi się nastrój, i jestem
w stanie w miarę poprawnie funkcjonować w społeczeństwie.
Tylko
tyle i aż tyle.
A
co z moją psychiką? Co z walką z chorobą?
Hm,
leży i kwiczy.
W
tym momencie siedzę i z przerażeniem spoglądam na moje ręce
trzęsące się jak u osoby cierpiącej na chorobę Parkinsona. Czuję
się tak słabo, tak źle. Boli mnie dosłownie każda kość, każdy
mięsień. Oczy i gardło pieką, w nosie coś mnie kręci, a skóra
przybrała niepokojący, żółtawy odcień.
Co
dzieje się z moim organizmem? Czy dotarłam już do punktu, w którym
nawet moje ciało przestało walczyć o przetrwanie? Czy powinnam być
tym faktem przerażona?
Całkowicie
straciłam nad sobą kontrolę.
Napad
i rzyganko.
I
kolejne.
I
jeszcze jedno...
I
następne, tym razem na pewno ostatnie.
Błędne,
pieprzone, koło.
Witaj,
bulimio, stara toksyczna przyjaciółko.
Tak
dawno się nie widziałyśmy. Czy tęskniłaś?
Musi
być ze mną naprawdę źle, skoro nawet moja matka, matka, z którą
nigdy nie miałam dobrego kontaktu, matka, która z racji
głęboko zakorzenionego syndromu DDA nigdy nie potrafiła okazać
mi jakichkolwiek pozytywnych uczuć, postanowiła ze mną szczerze
porozmawiać.
Było
dużo łez.
Padła
cała masa słów, których nigdy nie spodziewałabym się
usłyszeć z jej ust.
Powiedziała,
że jestem piękna, że nie potrafi zrozumieć moich kompleksów,
że mam tak ogromny potencjał, że przecież nawet nie robiąc ze
sobą nic szczególnego, nie malując się, potrafię wyglądać
zjawiskowo. Że świadome niszczenie tego wszystkiego powinno być
karalne.
Siedziałam
i słuchałam jej, zastanawiając się, czy przypadkiem nie zaczęłam
już mieć jakichś omamów.
Rozmawiałyśmy
tak prawdziwie, szczerze, po raz pierwszy w życiu i było to dla
mnie naprawdę intensywne przeżycie.
Po
raz pierwszy powiedziałam jej, że ją kocham i – również
po raz pierwszy – usłyszałam to samo w swoim kierunku.
Podziękowałam
jej i przeprosiłam za wszystko, co robię...
A
później długo w nocy płakałam i obiecywałam sobie i
światu dużo różnych rzeczy, których jeszcze nie
potrafię zrealizować.
To
jest ten czas.
Jeśli
teraz nie wygram, na zawsze skreślę samą siebie z kart księgi
świata.
Nie
mogę, nie chcę jeszcze odejść.
Jeszcze
nie zdążyłam spełnić nawet połowy swoich dziecięcych marzeń...
0 komentarze:
Prześlij komentarz