wtorek, 23 lipca 2013

Crawling through this world as disease flows through my veins I look into myself, but my own heart has been changed

Codziennie rano budzę się z koszmarów, tylko po to, by nie doświadczyć żadnej ulgi po przebudzeniu.
Od jakiegoś czasu gaszę światło w łazience, kiedy postanowię wziąć prysznic. To pozwala mi jako tako przetrwać te kilka chwil, które spędzam sam na sam ze swoim spasionym do granic możliwości cielskiem. To pozwala mi umyć się bez płaczu i wściekłego drapania się po brzuchu i udach.
Takie małe oszustwo.
Chciałabym móc zrobić coś podobnego, kiedy przychodzi mi spojrzeć w lustro przed wyjściem do ludzi. Chciałabym móc patrzeć i nie widzieć tego całego tłuszczu wylewającego się z moich spodni, otaczającego mój brzuch i rozpychającego słoniowate udziska. Co zrobić, żeby widzieć tylko ubranie, fryzurę i makijaż? W jaki sposób patrzeć?
Nie wiem, ale któregoś dnia znajdę na to sposób, obiecuję...
Póki co kontakt z lustrami ograniczam do absolutnie niezbędnego minimum. Nie maluję się, ubieram rzeczy, które wiem, że wyglądają ze sobą w miarę dobrze, włosy wiążę w luźny kucyk, albo zostawiam rozpuszczone.
To nic, że nie wyglądam przez to tak, jak wyglądać bym chciała.
Ważne, że daje mi to poczucie znośności i nie niszczy całkowicie całego mojego dnia.
Kolejne oszustwo.
Jestem wieczną oszustką.

I w sumie ciekawym jest odkrycie, że najtrudniejszą osobą do oszukania jestem ja sama...

0 komentarze:

Prześlij komentarz