They yell at me because I can’t see what they see. Nobody can explain to me why my eyes work different than theirs. Nobody can make it stop.
Maksymalnie spiłowane,
obgryzione paznokcie mocno wbijają się w delikatną skórę
mojego prawego ramienia. Boli, ale właśnie tak powinno być. Ból
to uczucie. Uczucie, które wymaga zaangażowania.
Niech
boli.
Może
dzięki temu uda mi się powstrzymać nieustannie cisnące się do
oczu łzy. Łzy, które tak bardzo go denerwują, których nienawidzi.
Nie
wolno mi płakać. Płakanie jest dla słabych. Płakanie jest dla
ludzi, którzy mogą pozwolić sobie na luksus chociażby
oczekiwania na to, że sprawy
kiedyś tam przybiorą zadowalający ich obrót.
Ja nie mogę. Mi nie
wolno czuć. Nie wolno mi chcieć. Nie wolno mi wymagać.
Powinnam być
wdzięczna za to, co rzuca mi pod nogi los. Bo przecież na nic
więcej nie zasługuję.
Jestem
niestabilna emocjonalnie i chora psychicznie.
Tak,
właśnie.
Dlaczego powinnam
walczyć? I kto/co jest w tym momencie moim największym
przeciwnikiem? Anoreksja? Jedzenie? Żyletka? Słony posmak łez? Ja
sama? A może wszyscy inni?
Nie wiem, naprawdę
nie wiem. Błądzę we mgle, nieustannie rozglądając się za
odpowiedziami, których życie uparcie nie chce mi udzielić.
Topię się. Nie potrafię złapać powietrza i nie rozumiem
dlaczego, skoro wszyscy dookoła mnie zdają się normalnie oddychać.
Co jest ze mną tak
straszliwie nie tak, że świat sukcesywnie dąży do tego, żeby
mnie wyeliminować?
Jestem tak żałośnie,
śmiesznie sama. Sytuacja zdaje się tym bardziej komiczna, że
przecież jest on - ukochany, jest rodzina, są przyjaciele. Jestem sama ze
sobą, zamknięta w swoim pokręconym umyśle, prawideł którego
działania nie potrafię nikomu wystarczająco dobrze wytłumaczyć.
To mnie dusi, z dnia na dzień niszczy coraz bardziej, nie pozwala
normalnie funkcjonować. Tak bardzo chciałabym, żeby ktoś
nareszcie zrozumiał. Żeby ktoś mocno przytulił mnie podczas ataku
paniki i powiedział mi te wszystkie słowa, które potrzebuję
w tym momencie usłyszeć.
Jak wytłumaczyć coś, czego przekazanie słowami jest niemal niemożliwe? Jak sprawić, żeby ukochany, tak bardzo chcący zrozumieć, nareszcie pojął istotę wszystkiego, co nieustannie się we mnie kotłuje? Jak mu to wszystko umiejętnie wyłożyć?
Płakałby, gdyby choć raz zdołał wejść do mojej głowy. Nie wiem, co by się stało, gdyby chociaż raz mógł zobaczyć mnie w sposób, w jaki ja widzę siebie, poczuł całą tę gromadzącą się we mnie agresję, sprzeczne emocje, lęki i pragnienia. Wróciłby z takiej podróży odmieniony, bardzo możliwe, że nie do końca przy zdrowych zmysłach, zniszczony przez moją podświadomość jeszcze bardziej niż zniszczona jestem ja, bo przecież ja wiem chociaż, w jaki sposób powinnam się z nią obchodzić, żeby wyrządziła jak najmniej szkód.
Płakałby, gdyby choć raz zdołał wejść do mojej głowy. Nie wiem, co by się stało, gdyby chociaż raz mógł zobaczyć mnie w sposób, w jaki ja widzę siebie, poczuł całą tę gromadzącą się we mnie agresję, sprzeczne emocje, lęki i pragnienia. Wróciłby z takiej podróży odmieniony, bardzo możliwe, że nie do końca przy zdrowych zmysłach, zniszczony przez moją podświadomość jeszcze bardziej niż zniszczona jestem ja, bo przecież ja wiem chociaż, w jaki sposób powinnam się z nią obchodzić, żeby wyrządziła jak najmniej szkód.
Nie wiem, co bym ze
sobą zrobiła, gdyby nagle zaczął patrzeć na mnie w sposób,
w jaki ja siebie widzę.
Liczby
mnie niszczą. Żądzą mną, dyktują przyszłe decyzje, ważą na
emocjach. Lustra są ich idealnymi, nadmiernie zaangażowanymi asystentami.
Razem, liczby i lustra, tworzą mieszankę wybuchową, z którą
nijak nie jestem w stanie sobie poradzić, która z każdym
spojrzeniem i myślą niszczy mnie coraz bardziej.
51 kilogramów.
BMI: 17.64, wskaźnik:
niedowaga.
Bilans na dzisiaj: 0
kilokalorii.
Wciąż dużo za
dużo...
1 komentarze:
Ból mówi że wciąż żyjesz, że walczysz. Musisz być wdzięczna za to co los rzuca Ci pod nogi. Los To ogromne kłamstwo. Jedyną osobą która może decydować o tym co Cię spotka jesteś Ty. Życie stwarza tylko pojedyncze drogi tworzy schematy przyczynowo skutkowe w których nie wielka decyzja może prowadzić do rzeczy wielkich ale decydujesz TY.
Nie chodzi o to z jaką siłą będziesz walczyć, chodzi o to jak czy jak wiele razy potrafisz podnieść się po porażce. Nie tylko Ty problemy z oddychaniem niektórzy po prostu dobrze to ukrywają. Uczucie jakby kilko tonowy głaz ciążył Ci na piersi i musisz walczyć o każdy pieprzony haust powietrza które wydaje się tak rzadkie, jakby nie było by w nim prawie tlenu.
Dlaczego? Po co robić cokolwiek, życie jest chorobą psychiczną którą z radością witają pierdoleni masochiści. Życie nie jest kolorowe, pełne tęczy i jednorożców, ale jest ON, jeżeli nie wiesz po co walczyć walcz dla niego i dla swoich przyjaciół. Walcz bo masz dla kogo. Nie wiesz kto jest przeciwnikiem? Znajdź sojuszników, reszta to wrogowie którzy nie koniecznie jeszcze się ujawnili.
Jesteś sama, wybacz temu nie zaprzeczę, ale dlaczego jesteś sama? Odcięłaś się nie wpuszczasz ich do siebie, fakt nikt z nich nie będzie w stanie zobaczyć ani poczuć tego co czujesz. Możliwe że Twoje emocje by go zniszczyły, a może go nie doceniasz, może podołałby dla Ciebie.
Znajdź kogoś kto mógłbym Cię zrozumieć, ja nie mówię że zrozumie ale jeżeli chciałabyś pogadać poza blogiem oto mój adres email 2alucard5 {at} gmail{dot}com
Pozdrawiam
~Your silent ally DemonAlucard
Prześlij komentarz